Zawsze kiedy wybieram się na zlot, czuję się jak kiedyś będąc małą dziewczynką przed wycieczką do wesołego miasteczka :) Wiem, że przede mną kolorowe wrażenia, mnóstwo ludzi i małe i duże cudowności. No .... jest jeszcze tyci minus tego wszystkiego, ten wyjazd to jak liposukcja dla portfela ;P No cóż, ale to jak ze wszystkimi przyjemnościami. A w tym roku i słodkości nie zabrakło, przy odbiorze zamówienia Na Strychu zjadłam przepyyyyyszny torcik, mmmm :)Mogłam też podejrzeć pokaz stemplowy Drychy, nie zabrakło też innych znajomych twarzy:) Podsumowując dzień samych ochów i achów ;) Wrzucam kilka zdjęć dla tych, którzy nie mogli być na miejscu.
Pozdrawiam,
Dora