Jak to w życiu bywa, pewne zdarzenia zbiegają się w czasie i zwykle jest to najmniej odpowiedni na nie czas;) Tak i było z przeprowadzką pracowni, przybierałam się do niej prawie od 2 lat, a jak już się zdarza, to oczywiście nie mogło być inaczej jak teraz i już, w okresie największych przygotowań świątecznych. Więc na razie moje ręce są zaangażowane w pakowanie wszelakich pierdół. No ale, nie byłabym sobą jak bym w międzyczasie nie zmajstrowała czegoś... Tak powstał wycięty w drewnie Rudolf, który tym razem nie Mikołajowi a mi ma pomóc się ogarnąć ;) Na razie Rudi w wersji sote, bez farbek, wstążek i innych cudów, ale już zwarty i gotowy :)) Do kompletu wystrugałam jeszcze drugiego, smuklejszego jegomościa, ale padła mi bateria w aparacie,a ładowarka jest w kartonach, jakże by inaczej ;P
Trzymajcie kciuki za szybką przeprowadzkę i odnalezienie się w nowym miejscu :)
Pozdrawiam,
Dora
Super ..czekam na Rudolfa już ozdobionego :) Pozdrawiam !
OdpowiedzUsuńDziękuję Madziu! Sama nie mogę się doczekać,aż ozdobię odłożone na później rzeczy. Pozdrawiam ciepło :)
Usuń